D. wyciągnął pierwszy nie tylko rękę ale dwie i serce.. Pisząc, że czuje że to nie jest to, nie mam na myśli tego, że Go nie kocham, że nie chce z Nim być. Kocham Go i chętnie spędziłabym z Nim całe życie, pasujemy do siebie mimo tysiąca różnic, jednak inne spojrzenie na życie, poglądy, inna wizja przyszłości sprawiają, że czuje że to nie ma szans na przetrwanie.
Sytuacja na dworcu PKP. Siedzimy na ławce, obok kobieta z trójką dzieci. Najmłodsza z dziewczynka wpatruje się w D. jak zaczarowana, pozostała dwójka hałasuje bardzo. D. patrzy na te dzieci, na mnie, znowu na te dzieci i mówi do mnie: co za okropne, rozwrzeszczane dzieciory, po co ludziom dzieci, po czym pokazuje wpatrującej się w Niego dziewczynce język. Mówię Mu tyle razy: My też byliśmy takimi dzieciorami, a On na to: no i też byliśmy okropni, na szczęście teraz jesteśmy wspaniali. No i jak mężczyznę z takimi poglądami przekonać do założenia rodziny?
A wracając do wyciągnięcia przez Niego ręki po kłótni, to często tak jest że dopiero po sprzeczce, kiedy On czuje po mojej reakcji, że przesadził, to dopiero wtedy zachowuje się tak, że odczuwam że Mu na mnie zależy. Bo w różnych codziennych sytuacjach, to nie bardzo. On zazwyczaj zachowuje się jak twardziel, bez uczuć, co to Mu na niczym nie zależy. Tylko w chwilach kłótni, czy prawdziwej bliskości czasami się zapomina i okazuje mi czułość, oddanie, ale jak tylko się zorientuje co robi zakłada tą swoją maskę. No ale podobno większość mężczyzn nie okazuje uczuć, poprzez przytulanie, głaskanie czy chwalenie, ale poprzez np. naprawienie cieknącego kranu, czy przymocowanie półki i nie rozumieją dlaczego my kobiety nie możemy pojąć, że to tak jak by naprawiając ten kran, czy montując półkę wyznają Nam dozgonną miłość. D. przyrządza mi wyśmienite śniadanka, obiadki, deserki i kolacje więc może nie jest tak źle.
Tylko co zrobić z tą Jego niechęcią do wielu rzeczy. Do ślubu, dzieci, spotkań rodzinnych itp. Może pojedziemy gdzieś dalej? Nie lubię podróżować, może wyjdziemy gdzieś z innymi? Szkoda czasu. Może odwiedzimy Twoją rodzinę? Wole spędzać czas z Tobą, może to… może tamto… zawsze to samo: nie dziękuje, nie nie lubię, szkoda czasu, nuda itp. Itd. I żyj tu kobieto z takim odludkiem…
A z innej beczki, to bratanica namówiła mnie na koncert w maju w Warszawie. Moja bratanica, malutka, słodziutka, w tym roku skończy siedemnaście lat!!!! kiedy to minęło??? Pamiętam ją jako trzylatke pyskującą mi że nie chce iść z piaskownicy do domu, teraz prawie pełnoletnia. Wpatrzona we mnie jak w obrazek, z wzajemnościa zresztą. Mówi do mnie siostro, albo ciociuniu:) a ja pękam z dumy, bo udaną mam bratanicę. No to pojadę z Nią na ten koncert, co mi szkodzi, musze tylko ładnie pracować bez brania wolnego, bo koncert wypada w środku tygodnia, też mi pomysł.
Kombinuje nad prezentem dla rodziców na rocznice ślubu w lutym. Zawsze wymyślamy coś ekstra np. fundujemy Im wspólną kolacje. Teraz też trzeba wymyślić coś fajnego na tą 44 rocznicę. Tyle lat po ślubie, a zachowują się jak gruchające gołąbki, jak to możliwe? Widocznie możliwe.
Przypomniało mi się zdanie kolegi, że facebook jest jak żona, zawsze ma rację:) Tata zawsze słucha mamy, nawet jak się często buntuje, to w końcu przyznaje Jej racje, czasami dlatego że faktycznie mama ma rację, a czasami dla świętego spokoju:)może dlatego tak Im się układa. D. to prędzej by wyłysiał gdyby miał mi przyznać rację.. a nie zapomniałam On już jest łysy:) tak serio, to ja zawsze jestem tą która przyznaje Mu racje, czasem odrazu a czasem po chwilach oporu:)
Dobranoc.